sobota, 12 listopada 2022

recenzja pieśni religijnych

hejka kościelne świry
lubicie pieśni religijne?? ja przyznam, że uwielbiam. pomimo tego, że do bycia religijną osobą jest mi bardzo daleko. ja po prostu łączę bycie ateistką z byciem pieśni kościelne enjoyer. dlatego dzisiaj zapraszam was na recenzję najpopularniejszych pieśni religijnych!!


CÓŻ CI JEZU DAMY
tekst: taki standardowy, religijny, niczym się nie wyróżnia. nie porwał mnie, niestety. takie standardowe gadanie o tym, że jezus jest nad wszystkimi, wspiera swoich fanów i tak dalej. trochę nuda, ale jednocześnie bezpieczna opcja - można zaśpiewać na mszy bez obawy, że kogoś to oburzy. 
melodia: brzmi dosyć powerful, napełnia serce ciepłem i radością. nie sprawia, że depresja mojej depresji dostaje pakiet dziesięciu depresji w cenie jednej. taka wholesome melodyjka, która raczej spodoba się każdemu. jak ją słyszę, to budzi się we mnie nadzieja na lepsze jutro. 
moja ocena: 7/10 - bardzo przyjemna pieśń, aczkolwiek nie należy do moich najulubieńszych. można sobie włączyć, jak się potrzebuje motywacji, za co absolutnie ją doceniam. 

ANIELSKI ORSZAK
tekst:
jak dla mnie tekst absolutnie wymiata. pieśń jest krótka, lecz to nie stoi na przeszkodzie, by tekst był rozbudowany i tutaj zdecydowanie się to udało. wyżyny nieba? no kurde, niby proste, a jednak wspaniałe. totalnie to do mnie trafia. idealnie wpasowuje się w mroczny, smutny nastrój pogrzebów. 
melodia: smutna, lecz jednocześnie potężna. daje nadzieję na to, że zmarły, którego żegnamy wkrótce trafi do lepszego miejsca. co prawda, nie budzi we mnie nadziei na lepsze jutro, ale ciężko oczekiwać tego po pieśni pogrzebowej, więc może się nie czepiajmy. 
moja ocena: 8,5/10 - niewątpliwie jedna z moich faworytów. 

ZWYCIĘZCA ŚMIERCI 
tekst:
jest P O T Ę Ż N Y. po prostu czuć potęgę bijącą z każdego słowa. radość, że jezusek cytrusek zmartwychwstał. czyste szczęście, tak jakbyśmy właśnie wygrali w totolotka. ustąpcie od nas smutki i trosk fale! mówisz i masz. po usłyszeniu tejże pieśni mam ochotę już nigdy nie być smutna. motywuje, daje nadzieję, napędza do działania. ludzie powinni puszczać ją sobie na siłowni. 
melodia: równie potężna co tekst. słyszysz ją i oczyma wyobraźni widzisz jak jezusek wynurza się z jaskini otoczony oczojebnym, białym światłem. wspaniałe. co tu dużo mówić - geniusz tej pieśni mnie powala. 
moja ocena: nieskończoność/10 - jest wybitna. nawet mam ją na budziku (serio). 

DOBRANOC MARYJO
tekst:
masakra. nawet nie przesadzam. ile razy można mówić komuś dobranoc?! ja rozumiem, że podmiot liryczny będzie bardzo tęsknić podczas tych kilku godzin snu, ale żeby aż tyle razy się żegnać? no wtf, przecież zaraz nastanie nowy dzień i będziesz mógł modlić się od nowa, człowieku, nie smuć się. jak tego słucham to mam ochotę się popłakać. i to nie z jakiegoś wzruszenia, tylko z frustracji. no i czemu podmiot liryczny tyle razy żegna się z maryją, a z jezusem tylko raz? jezusofobia. chociaż przyznam, że tekst to niewątpliwie rollercoaster emocji. 
melodia: jak ją słyszę, to mam ochotę powiedzieć samej sobie dobranoc i iść spać. to źle, bo co jeśli kiedyś zacznie mi lecieć w głowie ta pieśń i zasnę?? czy twórcy w ogóle o tym pomyśleli?? 
moja ocena: 0,5/10 - pół punktu na zachętę. już wolałabym słuchać na zapętleniu chciałabym chciała formacji nieżywych schabuff niż dobranoc maryjo, a serio, nienawidzę tej piosenki i uważam, że oluś klepaczuś stworzył potwora (nawet gorszego od tego przeklętego spaghetti).

BARKA 
tekst:
wspaniały, kultowy, wszystkim dobrze znany. każdy znajdzie w nim coś dla siebie. do mnie najbardziej przemawia fragment jestem ubogim człowiekiem, moim skarbem są ręce gotowe do pracy z tobą i czyste serce, gdyż jest to opis wielu biednych studentów-debili brakuje tylko wzmianki o PIWIE
melodia: klasyczna, lecz cudowna. uspokaja, zmienia poglądy, wzrusza, bawi i cieszy. czego chcieć więcej? czysty ideał. 
moja ocena: 2137/10 - nic dziwnego, że papaj tak ją kochał. 



ociulałam 
dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że post się podobał ;)))) a wy?? jaką pioseneczkę relygyjną lubicie naj?? 


muzyczna waligurnia s02e01: baciary - wódko ma!

ELUWINECZKA JESIENIARY ale cringe
tęskniliście za muzyczną waligurnią? nie, nikt tego nie czyta  doskonale! ja też!!
oto sezon drugi! (nieważne, że pierwszy miał bodajże trzy odcinki) 

dziś weźmiemy pod lupę piosenkę o zaskakującym, jakże polskim tytule - "wódko ma" zespołu baciary. jesteście gotowi? ja, przyznam się szczerze, trochę się boję, bo to będzie mocne... weźcie głęboki wdech i wydech i czytajcie... 

(btw ten post wisiał w roboczych dobry rok, nic tutaj nie zmieniałam, także przygotujcie się na tzw. cringe... to nie tak, że cały ten przeklęty blog jest jednym wielkim krindżem


Posłuchajcie ludzie opowieści mej, 
o butelce która pokochała mnie

oho, nieźle się zaczyna. mamy tu do czynienia z konceptem - czyli sposobem na zaskoczenie, zadziwienie odbiorcy. zazwyczaj piosenki opowiadają o miłości do drugiej osoby - tutaj autor zaskakuje i pragnie opowiedzieć słuchaczom o butelce, która obdarzyła go miłością. dziwne? być może, ale nie mówcie, że nie daliście się zaskoczyć. 

Była piękna, przezroczysta,
a na imię miała czysta,
ze czterdzieści procent miała, może mniej

tutaj podmiot liryczny opowiada nam o ukochanej butelce, opisuje ją z niezwykłą dokładnością. dzięki jego precyzyjnemu opisowi, dowiadujemy się, że owa butelka ma na imię czysta, jest piękna i przezroczysta, trunek w niej zawarty ma czterdzieści procent, a może nawet i mniej. widać, że osoba mówiąca w tekście darzy ten przedmiot bezgraniczną miłością. przypomnę, że z podobnym motywem miłości mieliśmy do czynienia w piosence "ty mała znów zarosłaś" sławomira, gdzie sławuś śpiewał o swojej miłości do łąki, którą tak uwielbiał kosić. ale zostawmy sławka w spokoju, wróćmy lepiej do piosenki o pięknej czystej. widać, że podmiot liryczny uwielbia tę butelkę, darzy ją wielkim szacunkiem i pragnie oznajmić całemu światu jaka jest cudowna. wzruszające. o takiej miłości właśnie marzę. 

Wódko ma, wódko ma, wódko ma,
któż bez ciebie sobie w życiu radę da? 

tutaj zaczyna się prawdziwy festiwal gloryfikowania alkoholu. zadane przez podmiot liryczny pytanie, zmusza słuchacza do refleksji. któż da sobie radę bez takiego wspaniałego trunku? podmiot liryczny podkreśla, że wódka to niezbędny element życia każdego z nas. 

Jesteś miła, chociaż żrąca,
ale dobra i pachnąca
ja bez ciebie nie potrafię dłużej żyć

podmiot liryczny podkreśla, że wódka posiada wiele zalet, mimo iż jest żrąca. wymienianie jej licznych zalet uświadamia słuchacza, że jest to boski trunek, który jest lekarstwem na wszelkie zmartwienia i uleczy nawet złamane serce. 
no dobra, a tak całkiem serio, to ja jakąś wielką koneserką wódki nie jestem, ale raczej nie określiłabym tego trunku jako DOBRY I PACHNĄCY. wąchaliście kiedyś wódę? nie wierzę, że nigdy nie podszedł do was na weselu najebany wujek janusz śmierdzący wódą na kilometr. aż mi niedobrze na samą myśl. ale okej, może autor po prostu tak tylko jednorazowo wspomni o tym zapachu, przecież nie można przez cały czas zachwycać się takim smrodem...

Kiedy pierwszy raz poznałem zapach ten, 
to od razu zrozumiałem kocham cię

JA PIERDOLE. NO NIE. NO KURWA NIE. 

Wziąłem kielich drżącą ręką, 
powiedziałaś mi, butelko, powiedziałaś, 
że ty także kochasz mnie 

opisano tutaj niezwykły moment - miłość od pierwszego wejrzenia. chociaż podmiot liryczny był na początku przerażony swoją miłością, to gdy zrozumiał, że wódka odwzajemnia jego uczucia, natychmiast przestał się lękać i ogarnęła go euforia. mamy tutaj do czynienia ze swego rodzaju komunią dusz. niesamowita więź, łącząca podmiot liryczny i wódkę, wzrusza do łez i sprawia, że słuchacz zaczyna marzyć o podobnej miłości. 

Piję piwo, piję wino, piję miód,
ale ciebie uznać muszę jako cud 

człowiek w swoim życiu zapoznaje wiele wspaniałych osób, jednak gdy poznaje tę jedyną, najważniejsza i najcudowniejszą osobę, inni ludzie nie są w stanie się z nią równać. tak było również w przypadku podmiotu lirycznego - pije on wiele trunków, lecz żaden z nich nie dorównuje wódce, która jest dla niego cudem, świętością, sensem życia i spełnieniem wszelkich marzeń. 

Cóż, że rano leczę kaca,
gdy wieczorem smak powraca,
na melinach mogę tylko dostać cię

jak w każdej relacji, tutaj również pojawiają się problemy. jednym z nich jest kac, jednakże podmiot liryczny z czasem przestał zwracać uwagę na ten ciężki stan, można powiedzieć, że stał się on dla niego codziennością. rano kac morderca, a na wieczór ponowna degustacja wódki, rano znowu kac... i tak cały czas. kolejnym problemem jest mała dostępność wódki - autor może dostać ją jedynie na melinach. ta wódka to niesamowity dar, który jest niedostępny dla zwykłych śmiertelników. podmiot liryczny musi przemierzać starodawne szlaki tajemniczych melin, by ją zdobyć. 
(no chyba, że meliny to jakiś slang, wtedy pls, poprawcie mnie) 

Na tym nadszedł koniec opowieści mej, 
o butelce, która pokochała mnie, 
była miła, przezroczysta,
a na imię miała czysta,
ze czterdzieści procent miała, może mniej 

tutaj nadchodzi krótkie podsumowanie. podmiot liryczny przypomina słuchaczowi klucze informacje o swojej ukochanej. powtórzmy sobie jeszcze raz - butelka była przezroczysta, miła, nosiła imię czysta, miała czterdzieści procent albo i mniej. czysta pokochała autora piosenki całym sercem, zawsze go wspierała w trudnych chwilach, była towarzyszką przeróżnych spotkań i imprez, nigdy nie było z nią nudno, zawsze napawała optymizmem i spokojem. piękna historia. ja osobiście się wzruszyłam, a wy? 

teledysk: nie ma. i bardzo kurwa dobrze. 

powiem tak. ta piosenka mówi wiele o naszym społeczeństwie d-_-b nie no kurwa serio dlaczego ludzie tak gloryfikują alkohol haha wóda

pozdro