hejka kościelne świry
lubicie pieśni religijne?? ja przyznam, że uwielbiam. pomimo tego, że do bycia religijną osobą jest mi bardzo daleko. ja po prostu łączę bycie ateistką z byciem pieśni kościelne enjoyer. dlatego dzisiaj zapraszam was na recenzję najpopularniejszych pieśni religijnych!!
CÓŻ CI JEZU DAMY
tekst: taki standardowy, religijny, niczym się nie wyróżnia. nie porwał mnie, niestety. takie standardowe gadanie o tym, że jezus jest nad wszystkimi, wspiera swoich fanów i tak dalej. trochę nuda, ale jednocześnie bezpieczna opcja - można zaśpiewać na mszy bez obawy, że kogoś to oburzy.
melodia: brzmi dosyć powerful, napełnia serce ciepłem i radością. nie sprawia, że depresja mojej depresji dostaje pakiet dziesięciu depresji w cenie jednej. taka wholesome melodyjka, która raczej spodoba się każdemu. jak ją słyszę, to budzi się we mnie nadzieja na lepsze jutro.
moja ocena: 7/10 - bardzo przyjemna pieśń, aczkolwiek nie należy do moich najulubieńszych. można sobie włączyć, jak się potrzebuje motywacji, za co absolutnie ją doceniam.
ANIELSKI ORSZAK
tekst: jak dla mnie tekst absolutnie wymiata. pieśń jest krótka, lecz to nie stoi na przeszkodzie, by tekst był rozbudowany i tutaj zdecydowanie się to udało. wyżyny nieba? no kurde, niby proste, a jednak wspaniałe. totalnie to do mnie trafia. idealnie wpasowuje się w mroczny, smutny nastrój pogrzebów.
melodia: smutna, lecz jednocześnie potężna. daje nadzieję na to, że zmarły, którego żegnamy wkrótce trafi do lepszego miejsca. co prawda, nie budzi we mnie nadziei na lepsze jutro, ale ciężko oczekiwać tego po pieśni pogrzebowej, więc może się nie czepiajmy.
moja ocena: 8,5/10 - niewątpliwie jedna z moich faworytów.
ZWYCIĘZCA ŚMIERCI
tekst: jest P O T Ę Ż N Y. po prostu czuć potęgę bijącą z każdego słowa. radość, że jezusek cytrusek zmartwychwstał. czyste szczęście, tak jakbyśmy właśnie wygrali w totolotka. ustąpcie od nas smutki i trosk fale! mówisz i masz. po usłyszeniu tejże pieśni mam ochotę już nigdy nie być smutna. motywuje, daje nadzieję, napędza do działania. ludzie powinni puszczać ją sobie na siłowni.
melodia: równie potężna co tekst. słyszysz ją i oczyma wyobraźni widzisz jak jezusek wynurza się z jaskini otoczony oczojebnym, białym światłem. wspaniałe. co tu dużo mówić - geniusz tej pieśni mnie powala.
moja ocena: nieskończoność/10 - jest wybitna. nawet mam ją na budziku (serio).
DOBRANOC MARYJO
tekst: masakra. nawet nie przesadzam. ile razy można mówić komuś dobranoc?! ja rozumiem, że podmiot liryczny będzie bardzo tęsknić podczas tych kilku godzin snu, ale żeby aż tyle razy się żegnać? no wtf, przecież zaraz nastanie nowy dzień i będziesz mógł modlić się od nowa, człowieku, nie smuć się. jak tego słucham to mam ochotę się popłakać. i to nie z jakiegoś wzruszenia, tylko z frustracji. no i czemu podmiot liryczny tyle razy żegna się z maryją, a z jezusem tylko raz? jezusofobia. chociaż przyznam, że tekst to niewątpliwie rollercoaster emocji.
melodia: jak ją słyszę, to mam ochotę powiedzieć samej sobie dobranoc i iść spać. to źle, bo co jeśli kiedyś zacznie mi lecieć w głowie ta pieśń i zasnę?? czy twórcy w ogóle o tym pomyśleli??
moja ocena: 0,5/10 - pół punktu na zachętę. już wolałabym słuchać na zapętleniu chciałabym chciała formacji nieżywych schabuff niż dobranoc maryjo, a serio, nienawidzę tej piosenki i uważam, że oluś klepaczuś stworzył potwora (nawet gorszego od tego przeklętego spaghetti).
BARKA
tekst: wspaniały, kultowy, wszystkim dobrze znany. każdy znajdzie w nim coś dla siebie. do mnie najbardziej przemawia fragment jestem ubogim człowiekiem, moim skarbem są ręce gotowe do pracy z tobą i czyste serce, gdyż jest to opis wielu biednych studentów-debili brakuje tylko wzmianki o PIWIE.
melodia: klasyczna, lecz cudowna. uspokaja, zmienia poglądy, wzrusza, bawi i cieszy. czego chcieć więcej? czysty ideał.
moja ocena: 2137/10 - nic dziwnego, że papaj tak ją kochał.

