*kopniakiem otwiera drzwi, głośno śpiewając robię yeah by m*lik m*ntana*
SIEEEEEEEEEEMA!
TAK! JA NADAL ŻYJĘ!
a więc, witam was serdecznie po tej jakże długiej nieobecności. pewnie myśleliście, że zostałam aresztowana przez władze naszego cudownego kraju za śmianie się z k***str*fy sm****ski*j... otóż nie tym razem!
w tym czasie spokojnie siedziałam w domu, chodziłam do szkoły, romansowałam *lenny face*, czytałam książki, oglądałam narcos, byłam na wycieczce w Hiszpanii, jadłam paruwki... o właśnie!
P A R U W K I!
właśnie o paruwkach będziemy dziś rozmawiać. oto nowa seria, w której będę recenzować jedzonko. na pierwszy strzał idzie nasz ulubiony mięsny przysmak.
B E R L I N K I
nie jestem pewna, czy powinnam nazywać ten niezwykły przysmak paruwkami, gdyż jak słyszymy w ich reklamie - "są parówki i są berlinki". jeśli kogoś urazi nazywanie berlinek paruwkami, to najmocniej przepraszam. nie mam złych intencji.
moim zdaniem, berlynky (u mnie w szkole jest bibliotekarka, która zamiast "i" mówi "y", tutaj się nią zainspirowałam) są jednym z lepszych wyrobów mięsnych, z jakimi do tej pory miałam styczność.
są delikatne w smaku, nie posiadają żadnych żyłek, kostek i innych gównien, które utrudniają delektowanie się posiłkiem. są dobrze zmielone, lecz bez przesady.
możemy przyrządzić je na wiele sposobów i zawsze będą smakować wyśmienicie.
paruwy te charakteryzuje także ich subtelny zapach. nie jebią na kilometr, co jest zdecydowanie na plus.
jednak mają swoje minusy.
jednym z minusów tejże przekąski jest ponoć mała zawartość mięsa. ogólnie, skład berlynek jest niezbyt ciekawy. lecz mam do was pytanie - kto z was o tym myśli podczas konsumpcji tego przepysznego amciu? N I K T!
krótkie podsumowanie:
berlynky to cud. oczywiście, paruwki są tak obrzydliwe, że aż pyszne, ale tutaj... nie ma mowy o obrzydliwości.
oczywiście, nie jedźcie ich za dużo, bo to może się skończyć tragicznie, np. uzależnieniem od paruwek. to bardzo groźne.
ocena ogólna: 7,5/10
jak naprawicie skład to będzie 10/10 pozdro d-_-b
no to co? następny post za pół roku, skoro już tak bijemy rekordy? XDDDDDDDDDDDDDD
